Lifestyle Zdrowie i uroda

Co dała mi joga i czy jest wystarczająca?

Bardzo często spotykam się ze śmieszkami, kiedy mówię, że praktykuję jogę. Zauważyłam, że wiele osób nie do końca rozumie, na czym polega i z czym się wiąże joga. Jeszcze rok temu sama byłam do niej nieco zdystansowana. Dlaczego zmieniłam zdanie? Co dała mi joga i najważniejsze — czy jest wystarczająca?


Nigdy nie byłam osobą szczególnie wysportowaną. Przewijała się z moim życiu jakaś siłownia, cardio w domu, próby sezonowego joggingu — jednak nic więcej. Mój dobry metabolizm i brak tendencji do tycia jest z jednej strony szczęściem, a z drugiej przekleństwem. Nigdy nie musiałam uważać na to, co jem (a KOCHAM słodycze, a najlepsze jedzenie zaczyna się po 22:00). Nie musiałam stosować żadnych diet, bo nie potrzebowałam schudnąć, a wtedy dieta kojarzyła mi się nie ze stylem życia, a z głodówką i hardkorowymi ograniczeniami.

Zdaję sobie sprawę, że teraz wiele z Was fuknie pod nosem i powie coś w stylu: o ‘biedna’, zawsze była chuda boo hoo. Wiem, bo spotykałam się z takimi zdaniami całe życie. Chciałabym jednak, abyście spojrzeli na to z perspektywy szkodliwości zdrowotnej. Przez to, że przez całe życie nie zaznałam nadwagi, nie miałam motywacji, aby wziąć się za siebie i zadbać o swoje zdrowie, które zaczęło odzywać się dopiero teraz. Zawsze dawało sygnały, ale nigdy nie były na tyle silne, abym coś z tym zrobiła.

Czas jednak leci i moje ciało zaczęło się zmieniać. Zaczęła pojawiać się skórka pomarańczowa, ciało zaczęło robić się wiotkie, kondycji nie miałam prawie żadnej. Do tego doszły problemy hormonalne, które wpływały nie tylko na some, ale i na psyche. Zaczęłam zauważać u siebie zachowania, które nie do końca mi odpowiadały. Rozdrażnienie, nerwowość, brak cierpliwości. Nie podobało mi się to, jak się zmienia i w jakim kierunku zmierza mój charakter.

Co było moją motywacją do rozpoczęcia praktyki?

Pierwszym impulsem były dla mnie zmiany w moim zachowaniu, o których wspomniałam we wstępie. Bardzo nie podobały mi się emocje w niektórych sytuacjach i fakt, że nie potrafię nad nimi zapanować. Wybuchałam łatwo z bzdurnego powodu, a potem miałam wyrzuty sumienia i irytację na samą siebie. Natężenie mojej nerwicy natręctw zwiększyło się i zaczęło wymykać się spod kontroli. Postanowiłam się wyciszyć. Jedyną opcją, która wydawała mi się sensowna i dostępna, była joga. Zaczęłam od stricte relaksujących, wyciszających i wyrównujących hormony pozycji. Postawiłam na delikatne pozycje, które miały dać mi szansę na pracę z oddechem i skupienie się na tym, co “w środku”.

Co dalej?

Stopniowo zaczęłam zauważać efekty. Wstępnie praktykowałam w dni, które były stresujące, aby się wyciszyć. Z czasem joga stała się moim codziennym rytuałem. Każdego wieczora przed snem rozkładałam matę, zakładałam słuchawki na uszy z wybraną muzyką i znikałam na godzinę. Domownicy wiedzieli, że wtedy jest to mój czas tylko dla mnie. Nikt mi nie przeszkadzał.

Z czasem typowo wyciszające asany przestały być dla mnie wystarczające. Włączył mi się natomiast mój gen osiągnięcia wszystkiego już, teraz! Wynajdywałam pozycje, które robiłam na siłę. Mam w miarę dobrą mobilność i większość pozycji byłam w stanie wymusić na moim ciele. Nie było to jednak dobre dla mojego ciała. Nie zliczę, ile razy coś naciągnęłam, albo sprawiłam sobie ból w trakcie samej asany.

W końcu i tutaj ciało zaczęło mi się buntować. Od dłuższego czasu miałam problemy z kolanem i potężne wymuszanie niektórych pozycji powodowało tylko większy dyskomfort. Koniec końców wylądowałam u fizjoterapeuty, który powiedział mi dokładnie to, co potrzebowałam usłyszeć. Mianowicie: jestem szczupła, nie mam problemów z mobilnością — ale za to moje ciało praktycznie nie ma mięśni, moja kontrola nad ciałem jest niemalże zerowa, a sama postawa pozostawia wiele do życzenia.

Na wstępie praktycznie od podstaw musiałam nauczyć się prawidłowego poruszania, chodzenia i kontroli nad ciałem. Nie było to łatwe, a wbrew pozorom to nie ćwiczenia były najtrudniejsze, ale cała reszta dnia. Musiałam nauczyć się świadomego ruchu i panowania nad negatywnymi manierami, które przecież były ze mną od lat! Ciało się broniło przed nowym.

Czy joga wystarcza?

Dla mnie niestety nie. Nadal jest integralną częścią mojego życia i nie mam zamiaru z niej rezygnować. Uwielbiam to, jak mnie wycisza, jak stopniowo widzę pogłębianie pozycji, które wcześniej były dla mnie nieosiągalne. To joga pomaga mi rozciągnąć się po treningu siłowym, dzięki niej zmęczone mięśnie o wiele szybciej radzą sobie z zakwasami. Nadal jest moim wieczornym rytuałem.

Dlaczego joga już mi nie wystarcza? Bo od jakiegoś czasu chodzę na treningi personalne na siłownię i… złapałam niesamowitego bakcyla! Przypomniało mi się to, o czym zapomniałam i o czym zapomniało moje ciało, a mianowicie — jak turbo wielką radość sprawia mi pokonywanie siebie na siłowni i budowaniu tkanki mięśniowej! Kocham te efekty, które widzę w lustrze. Uwielbiam, że co trening dostaję większy wycisk, ale daję radę. Kocham, że wychodząc z treningu zawsze mam myśli w głowie: “mogłam przycisnąć mocniej!”.

Nie zrozumcie mnie źle — odpowiednia, poprawnie wykonywana joga i konkretne asany również budują mięśnie. Co więcej, bez zbudowania siły mięśni wiele pozycji może okazać się dla Was nieosiągalnymi. Ja jestem z reguły niecierpliwa i efekty, które osiągam na macie, nie są dla mnie wystarczające. Dlatego cieszę się, że połączyłam treningi siłowe i jogę. Jest to dla mnie turbo optymalne połączenie. Szkoda, że odkryłam to dopiero teraz.

Co więc dała mi joga?

Umiejętność prawidłowego oddychania: Kontrola oddechu jest podstawą w jodze. Cały flow i płynność przechodzenia z jednej asany do drugiej płynie z oddechem. Konkretne ruchy są integralne z wdechem lub wydechem. Dlatego na początku warto zwolnić tempo ruchów, aby skupić się na kontroli oddechu. Pozwala to panować nad zmęczeniem nie tylko na macie, ale i w ciągu dnia.

Świadomość ciała: Bardzo często podczas jednej asany trzeba pamiętać o wielu aspektach i elementach ułożenia ciała. Trzeba być świadomym ułożenia swojego kręgosłupa, kończyn, głowy, wszystkich mięśni, ale i palców! To się przekłada na naszą codzienność: zwłaszcza podczas siedzącego trybu pracy, który znam, aż za dobrze. Ciało wam podziękuje!

Spokój umysłu: To właśnie potrzeba spokoju sprawiła, że natrafiłam na jogę. Muszę przyznać, że jest ona niezastąpiona. Nie jest to proste. Nie można oczekiwać, że wejdzie się na matę i momentalnie osiągniecie nirvanę i świat będzie piękny, to niestety tak nie działa. Na to potrzeba praktyki i cierpliwości. Potrzeba czasu, aby nauczyć się panować nad umysłem i jego rozbieganiem. Joga mi w tym pomogła.

Balans, koordynację i równowagę: To jest to, nad czym nadal muszę intensywnie pracować. Przy pozycji pełnego gołębia nadal zdarza mi się wylądować na boku w precelku. Widzę jednak potężny progres, który zrobiłam przez ostatni rok.

Zdrowie i wspomaganie treningów: Przy 8 godzinach pracy przy komputerze i moim cholerycznym charakterze spięcie mięśni jest niestety moim chlebem powszednim. Natomiast po treningu siłowym mięśnie zawsze będą zmęczone i będą odczuwalne w mniejszym lub większym stopniu. Konieczne jest rozciągnięcie, aby pomóc im poradzić sobie z “zakwasami”. Joga jest idealna dla zdrowia mięśni i powięzi po całym dniu.

Czas “tylko dla mnie”: …który jest bardzo niedoceniany! Fajnie, aby nie był oglądaniem Netflixa (co uwielbiam, żeby nie było). To moment, w którym jesteśmy tylko ze sobą, swoją głową, myślami (nie zawsze miłymi). To godzina, która pozwala niekiedy na skonfrontowanie się z tym, co nie do końca jest fajne, a nie uciekanie od myśli, poprzez rozpraszanie głowy czynnikami zewnętrznymi. Ciężkie, ale potrzebne.

Pokorę i cierpliwość: Podobnie jak w przypadku równowagi, to przychodzi mi bardzo ciężko. Czasami nadal nie potrafię się powstrzymać i mimo, że moja ciało mówi starczy, ja cisnę dalej. Staram się nie przesadzać, niestety nie zawsze wychodzi. Cały czas muszę sobie przypominać, że joga to nie sprint, ale maraton.

Satysfakcję: Joga jest powolnym dążeniem celu, ale o mamo! Jak tylko uda się w końcu osiągnąć to, co trenowało się od miesięcy — jedno z najlepszych uczuć ever!

Podsumowując

Każdy podchodzi do aktywności fizycznych z różnych pobudek. Dla niektórych najważniejsze będzie, aby osiągnąć “beach body”, a inni będą chcieli poprawić swoje zdrowie. Moim zdaniem jedno wynika z drugiego i w końcu połączą się na pewnym etapie. Zakochałam się w jodze, której nie porzucę. Jestem jednak wymagająca, jeśli chodzi o siłę efektu, dlatego traktuję ją jako uzupełnienie trybu dnia, uspokojenie umysły, wsparcie gospodarki hormonalnej oraz treningów siłowych. Gorąco ją polecam!

Na koniec tradycyjnie zostawiam Wam kawałek, który często pojawia się podczas mojej praktyki:

 

Trzymajcie się!
Kamila

Może Ci się również spodobać...