Japonia Kamila Podróże

Hiroshima — miasto, którego się nie zapomina.

“Proszę, spoczywajcie w pokoju, ponieważ błędy nie będą powtórzone”.


Tydzień temu obchodziliśmy upamiętnienie jednej z najważniejszych dat Warszawy. 1 sierpnia 1944 roku jest datą, którą powinien pamiętać każdy Polak — bez znaczenia czy uważa, że Powstanie Warszawskie było błędem czy też nie. Dokładnie rok i 5 dni po nim, o 8:15, 580 metrów nad Hiroshimą wybuchła bomba “Little Boy”. Miał trafić w most Aioi, którym aktualnie przechodzi niemalże każdy turysta, jednak z powodu wiatru bocznego zmieniła kurs o około 240 metrów na wschód. Punktem Ground Zero stał się budynek kliniki chirurgicznej – Shima. Aktualnie jest to szpital przy którym widnieje mały pomnik, o którym mało kto wie. Bardzo żałuję, że nie wiedziałam o nim wcześniej, zanim udałam się do Hiroshimy.

Około 70-80 tysięcy ludzi (30% ludności Hiroshimy), zostało zabitych przez wybuch i powstałą burzę ognia, a kolejne 70 tysięcy zostało rannych. Urzędnicy japońscy ustalili, że 69% budynków Hiroshimy zostało zniszczonych, a kolejne 6-7% zostało uszkodzonych. Przerażający jest fakt, że według amerykanów broń została uznana za bardzo nieefektywną, bo jedynie 1,7% jej materiału uległo rozszczepieniu. Jeśli chcecie uzyskać więcej szczegółowych informacji dotyczących zrzucenia bomby na Hiroshimę, polecam zanurzyć się do angielskiej wersji internetu. Polska wikipedia to śmiech w porównaniu ze szczegółowym opisem na jej anglojęzycznej wersji. Można znaleźć tam wiele ciekawych faktów.

Nasza trasa

Na wstępie gorąco polecam uczyć się na naszych błędach i jeśli przyjeżdżacie z walizkami — skorzystajcie z tramwajów, które odjeżdżają spod dworca głównego Hiroshimy. My opuszczając shinkansen stwierdziliśmy: „My nie damy rady? To tylko 30 minut piechotą.” No to w drogę! I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że google maps poprowadziło nas może i najszybszą trasą, ale również tą z najtrudniejszym podłożem. Kostki brukowe, krawężniki, chodniki szerokości 50 centymetrów podzielone latarniami. Pół godziny trwało wieki a my zmachaliśmy się niesamowicie. Drogę powrotną pokonaliśmy już główną trasą, może nieco bardziej zatłoczoną, ale za to z idealnie równym chodnikiem 🙂

Nasz hotel (klik) możemy polecić z czystym sumieniem. Nie mogliśmy wymarzyć sobie lepszego stosunku ceny do standardu i lokalizacji. Znajduje się nad samą rzeką Motoyasu, centralnie przy wspaniałym Parku Pokoju. Po odstawieniu bagażu poszliśmy coś zjeść. Wstąpiliśmy do pierwszej z brzegu knajpy, która nie miała przed wejściem kolejki. Napełniliśmy brzuchy porządnymi porcjami Okonomiyaki i ruszyliśmy poznawać Hiroshimę!

Gonił nas czas, nie chcieliśmy, aby zamknęli nam Muzeum Pokoju. Swoje pierwsze kroki skierowaliśmy ku Kopule Bomby Atomowej (Pomniku Pokoju). Robił niesamowite wrażenie, zwłaszcza jak zapoznaliśmy się z tablicą przedstawiającą zdjęcia budynku przed wybuchem bomby. Kopuła znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Następnie skierowaliśmy się stronę muzeum, a po drodze poznawaliśmy kolejne elementy parku. Poniżej Pomnik literacki Suzuki Miekichi położony 50 metrów na północ od Kopuły Bomby Atomowej u podstawy mostu Aioi, postawiony na cześć powieściopisarza związanego z literaturą dziecięcą i samą Hiroshimą.

Dzwon Pokoju — każdy odwiedzający może podejść i uderzyć w niego na znak sprzeciwu wobec wojny i agresji.

Dziecięcy Pomnik Pokoju — powstał ku pamięci 10-letniej Sadako, która w wyniku wybuchu zachorowała na białaczkę. Ze względu na to, że Japończycy wierzą, że papierowe żurawie przynoszą zdrowie i długie życie, dziewczynka postanowiła złożyć ich 1000 szt. Wierzyła, że dzięki temu wyzdrowieje. Niestety przegrała z chorobą i nie zdążyła ukończyć swojego zadania. Pozostałe żurawie złożyli jej koledzy z klasy, a na pamiątkę dziecięcych ofiar wybuchu postawiono ten właśnie pomnik. Do dziś wokół niego i wokół pozostałych miejsc pamięci wiszą tysiące żurawi. Japończycy wieszają je w specjalnych półotwartych szklanych gablotach. Regularnie przyjeżdżają nowe żurawie wraz z życzeniami powrotu do zdrowia dla tych, którzy wciąż jeszcze odczuwają skutki wybuchu.

Narodowa Aula Pokoju Pamięci Ofiar Bomby Atomowej w Hiroshimie (Hiroshima National Peace Memorial Hall for the Atomic Bomb Victims). To była chyba najbardziej poruszająca dla mnie część. Wstęp jest darmowy.

Weszliśmy w podziemia i kierowaliśmy się murowanym ślimakiem, w którego lukach były umieszczone tablice. Od początku prowadziły nas przez historię Hiroshimy. Na jego końcu trafiliśmy do głównej sali z panoramą zniszczonego miasta.

W dalszej części dotarliśmy do sali, w której mogliśmy na komputerach oglądać wspomnienia ofiar wybuchu (m.in. dzieci i ich ostatnie życzenia). Już na tym etapie przekonałam się, że nie mam co się łudzić, że wyjdę stąd z nienaruszonym makijażem. Podczas gdy ja próbowałam opanować emocje, zauważyłam za mną projektor, który wyświetlał animacje przedstawiające dokładne opisy i historie cierpienia dzieci i ich rodzin.

When it became lighter again, I found out that my mother, grandmother and I had all been thrown about and had blood spewing from our bodies, having been cut and pierced all over with shards of glass.” [zachowana oryginalna pisownia.]
Kiedy znowu stało się jaśniej, zauważyłam, że moja matka, babcia i ja zostałyśmy rozrzucone, a krew wypływała z naszych ciał, byłyśmy pokaleczone i naszpikowane odłamkami szkła. [tłum.]

Nie wiem, jak twardym trzeba być, aby coś w środku nie drgnęło. Wszystko wokoło było tak przejmujące, że nie potrafiłam kontrolować moich łez. Skończyło się szlochem, który ustąpił dopiero po wyjściu i krótkim spacerze już na teren parku. Niestety przez te wszystkie emocje nie byłam w stanie robić zdjęć. Była to chyba ostatnia rzecz, o której wtedy myślałam. Jednak TUTAJ znalazłam stronę, na której widnieje kilka fotografii przedstawiających salę, której brakuje w mojej fotorelacji.

Po wyjściu na powierzchnię skierowaliśmy kroki ku betonowej konstrukcji, którą okazał się Pamiątkowy Cenotaf umieszczony między Muzeum a Kopułą. Jego forma ma stanowić azyl dla dusz ofiar bombyWidnieje przy nim sformułowanie, które oznacza:

安らかに眠って下さい 過ちは 繰返しませぬから
“Please, sleep peacefully, because mistakes will not be repeated.”
„Proszę, spoczywajcie w pokoju, ponieważ błędy nie będą powtórzone.”

Wewnątrz znajduje się skrzynia z listą wszystkich, którzy zginęli w wyniku bomby atomowej, niezależnie od narodowości. Lista ta cały czas powiększa się o kolejne osoby, które umierają w wyniku chorób spowodowanych przez, chociażby promieniowanie.

Cały Park Pokoju wraz ze wszystkimi ważnymi obiektami ma służyć pamięci, a nie rozdrapywaniu ran i gniewie. Cały teren ma ostrzegać świat przed wojną i nie ma w nim złości czy nienawiści. Jest za to promowanie pokoju i żałoby po straconych. Jest mnóstwo chęci przekazania wiedzy o tym, co tak naprawdę stoi za tymi śmiertelnymi liczbami i zrujnowanym miastem.

W końcu Muzeum Pokoju! Wchodząc do niego, pojawiają się ponownie te same odczucia co w Auli. Całe to zło, kolejny raz przestaje być tylko zasłyszanym faktem, że była zrzucona bomba i było to złe. Mieliśmy małego pecha, ponieważ główne skrzydło było wyłączone z powodu remontu. Na szczęście najważniejsze elementy wystawy przeniesiono do sąsiadującego skrzydła. Cena biletu w weekend dla osoby dorosłej wynosi 200 jenów (6,60 zł). Za z pozoru śmiesznie małą ceną stoją intencje Japończyków: przyjdźcie, zobaczcie, nauczcie się na naszych błędach, wróćcie i głoście to, co was poruszyło.

Zwiedzanie zaczęliśmy od wielkiej ściany przedstawiającej Hiroshimę w zgliszczach, zrównaną z ziemią. Wielkość zdjęcia panoramicznego sprawia, że ciarki przechodzą po plecach i przypominają się zdjęcia Warszawy po powstaniu, a to dopiero początek.

Następnie weszliśmy w część stricte informacyjną. Cała ściana wypełniona tablicami ze statystykami, zdjęciami nie tylko zniszczonego terenu, ale i ciałami poszkodowanych. Przedstawiona linia czasu pokazująca jak wiele państw miało do czynienia z bronią atomową i jak to wszystko zmieniało się na przestrzeni lat. Widzieliśmy tutaj również model Kopuły oraz autentyczną butelkę, która stopiła się od temperatury bomby.

Pomiędzy zdjęciami tej części a następnej byliśmy w sali, w której były projekcje wybranych wspomnień mieszkańców Hiroshimy, którzy przeżyli wybuch – (Hiroshima Witness, nazywane również Voice of Hibakusha). Opisywali to piekło na ziemi, to wszystko, co widzieli. Biegnących ludzi, którzy nawet nie zdawali sobie sprawy, że części ciała odchodzą od ich kości. Śmierć bliskich. Wszyscy siedzieli w skupieniu i powadze… Poza jedną osobą. Jedna francuska, kręcąc się na siedzeniu, grała na komórce i śmiała się w najlepsze. Było mi za nią wstyd. Było mi wstyd, że ktoś może patrzeć przez jej pryzmat na wszystkich europejczyków. Nie bądźcie jak ona.

Co jakiś czas mijaliśmy różne cytaty wyświetlane na ścianach. W tym wypadku:

Let us put aside all thoughts and weapons of war,
and pledge ourselves to use the means of
nonviolence to solve all our conflicts.
Forgive us Hiroshima, please.

Odłóżmy na bok wszelkie myśli i broń wojenną,
i zobowiązujmy się do użycia środków
nieagresji, aby rozwiązać wszystkie nasze konflikty.
Wybacz nam, Hiroshimo, proszę.

Mairead Maguire

Powyżej zilustrowany przez jedno z dzieci „czarny deszcz”, czyli radioaktywny opad po wybuchu.

Słynny zegarek, który zatrzymał się w momencie wybuchu bomby.

Towarzyszące nam na każdym kroku symboliczne, papierowe żurawie. Te poniżej należą do grupy, które składała mała Sadako.

Miasto

Po wyjściu z muzeum ciężko było się otrząsnąć. Uczucie tragedii, które wynosi się ze sobą ściska wnętrze jeszcze długo. Miasto poza terenem parku jest oczywiście czyściutkie. Jest idealnym wyważeniem pomiędzy bardzo nowoczesnym Tokyo a tradycyjnym Kyoto. Poruszając się po nim, mieliśmy niekiedy wrażenie, że moglibyśmy spokojnie tu zamieszkać — bo jest stylistycznie dosyć podobne do Warszawy. Takie o po prostu miasto jak każde inne.

W Narze na studzienkach widnieją Daniele, a tutaj mamy rybki 🙂

No i jakbyśmy zapomnieli, że jesteśmy w Japonii, wielkie reklamy piwa 😉

Podsumowanie

Jeśli planujecie podróż do Japonii koniecznie skuście się na Hiroshimę. Sprawcie, aby Park wraz z Muzeum, Aulą oraz innymi wspomnieniami był priorytetem na mapie. Nie znajdziecie tam pięknych dzieł sztuki, ale na pewno zyskacie wspomnienia na całe życie i ponownie zaczniecie zastanawiać się nad wartością życia. Jest to trudne przeżycie i nie ma nic wspólnego z radosnym targiem na przykład w Osace. Jednak jest to miasto, które powinien odwiedzić każdy chociaż raz w swoim życiu (na przykład zamiast 5. wycieczki nad basen Gran Canaria). Mogę wam zagwarantować — nigdy nie zapomnicie wizyty w tym miejscu. My na pewno nie.

 

Seria Japońska:

Trzymajcie się!
Kamila

Może Ci się również spodobać...