Gadżety Kamila Kosmetyki Lifestyle W domu W duszy

Jak można zjeść słonia? Po kawałku.

Nie, nie namawiam do jedzenia słoni. Pokazuję tylko, że minimalizm w praktyce nie jest taki straszny, jak go przedstawiają. Nie wszystko na raz — po trochu łatwiej i przyjemniej.


Minimalizm, zero waste i slow life od pewnego czasu zaczęło gościć w naszych internetach. Powstał hype na odcięcie się od konsumpcjonizmu naszych czasów i zastanowienie się nad swoim najbliższym otoczeniem. Jestem jedną z ostatnich osób, które można posądzić o wchodzenie w tematykę, którą niektórzy postrzegają jako objaw „zbyt dużej ilości wolnego czasu” czy widzimisię. Lubię kupować, jestem gadżeciarą, kocham chomikować i jestem przekonana, że WSZYSTKO może się przydać, a nawet jeśli nie to sentyment nie pozwala mi się tego pozbyć. Do pewnego dnia…

Zostałam przytłoczona przez własne przedmioty

Stałam sfrustrowana przed swoją szafą i to nie z tego samego powodu co „każda” kobieta (nie mam w co się ubrać!). Przez moje ręce przelatywały rzeczy, które teoretycznie mogłam założyć, ale… nie chciałam. Dotarło do mnie, że nigdy nie będę chciała. To co one robią w moim domu? Chomikowane ubrania nie tylko zajmowały moją przestrzeń, ale utrudniały życie.

Rozejrzałam się po pokoju i zaczęłam dostrzegać jego powierzchnię, którą zajmowały zbędne przedmioty. Pomyślałam o połowie szafy, której nie otwierałam od roku i aż zrobiło mi się słabo — bo wiedziałam, ile roboty mnie czeka. To był chyba przełomowy moment w rozpoczęciu organizacji w domu, a potem w życiu. Koniec końców, postanowiłam wprowadzić rygorystyczne porządkowanie mieszkania!

„Uwielbiam odkrywać, bez jak wielu rzeczy, jestem doskonale szczęśliwy”

Od czego zacząć?

Od najgorszej i największej części przysłowiowego słonia. Tej, która sprawi najwięcej problemu i która od miesięcy powodowała strach na samą myśl o jej uporządkowaniu.

Ubrania

Zaczęłam od nich, bo to one w końcu były iskrą, która popchnęła mnie do działania. Nie, nie czytałam żadnych poradników ani artykułów o tym, jak poradzić sobie z tym fantem. Nie rozdzieliłam tego na dni. Teraz albo wcale! To było pospolite ruszenie! Całą zawartość szafy wyrzuciłam na podłogę. Wszystko podzieliłam na dwie kupki:

  1. Noszę i będę nosić
  2. Nie wiem albo Nie pamiętam kiedy (i czy w ogóle) miałam to kiedyś na sobie

Co mnie nie zdziwiło, bardzo dużą grupę ubrań zajmowały te z podkategorii „po domu” (też taką macie?) – tak jakby mi zależało, aby wyglądać fancy podczas oglądania netflixa… W większości były to t-shirty, które nie nadawały się do wyjścia, ale szkoda było wyrzucić + kilka rozciągniętych bluz. Szybko to naprawiłam. To samo zrobiłam z butami. Wbrew pozorom nie miałam ich szczególnie dużo (jak na kobietę), ale nadal. Pożegnałam się z kilkoma parami szpilek, które były piękne, ale nadawały się tylko na tzw. imprezy siedzące, bo krzywdziły moje stopy — nasze związki nie miały przyszłości. Wszelkie znoszone baletki, które wstyd już nosić (porysowane od mojego zajebiście prostego chodu).

Jakie było moje zdziwienie, kiedy to wynoszone ubrania były liczone nie w sztukach, ale w workach. Po wszystkim zrobiło mi się tak jakoś lżej w człowieku. Lepiej się oddychało.

Kosmetyki

Kiedyś subskrybowałam boxy urodowe, więc co miesiąc przybywało mi nowych próbek, miniaturek, kosmetyków pełnowymiarowych i gadżetów. Przyznam, że dosyć szybko zrezygnowałam z tej zabawy ze względu na to, że:

  • produkty, które otrzymywałam, zaczęły sukcesywnie tracić na jakości (drogeryjne kosmetyki to ja sobie mogę w rossmanie kupić),
  • pomimo zgłaszania uwag od wielu dziewczyn o coraz to niższych standardach — firmy od boxów nic sobie z tego nie robiły,
  • wiele kosmetyków było „kolorowych”, a ja nie używam pomadek, cieni do powiek czy róży,
  • od dłuższego czasu korzystam tylko kosmetyków organicznych i cruelty free (niedługo zrobię o nich szczegółowy post).

Niestety — co zdążyło przyjść, zostało poupychane po szafkach. Po posegregowaniu okazało się, że połowa jest przeterminowana (no to zaoszczędziłam pieniądze, nie ma co). Resztę, która nadawała się jeszcze do wykorzystania — porozdawałam.

Inne

Z tymi „innymi” miałam największy problem, bo to z nimi wiązały się te nieszczęsne sentymenty i chomikowanie. Wszelkie długopisy, przybory, stickery, kable, stara elektronika, a nawet stare telefony komórkowe, które tak jakoś…smutno wyrzucić. Zwłaszcza makulatura wszelkiego rodzaju. Ach, ten papier! Książki, magazyny i… moja praca. Jestem grafikiem i DTP’owcem, więc sporą część mojej pracy zajmuje tworzenie materiałów drukowanych: magazyny, katalogi, ulotki itp.

Wszystkie były zachowane z konkretnym zamysłem — kiedyś posłużą jako moje portfolio. Jednak jak tak na nie spojrzałam, to dla sporej części czas nie był łaskawy. Trendy się zmieniają i moje umiejętności też nie stoją w miejscu. To, co rok temu było mega przykładem moich umiejętności, dzisiaj raczej zostało wyparte przez nowsze projekty. Trzeba było się więc z nimi rozstać, aby zrobić miejsce nowszym, lepszym, ładniejszym. Tak się też stało. Kolejne worki poszły na makulaturę.

Co z tym zrobić?

Jako że sama segreguję odpady — nie widzę innej możliwości niż posegregowanie rzeczy, które są mi zbędne. Makulatura i inne plastiki to oczywistość. Ubrania można wrzucić do specjalnych pojemników albo zanieść do różnych fundacji. Z elektroniką jest trochę trudniej, bo trzeba zdać ją do specjalnych punktów. Dla tych z was, którzy chcieliby może coś zyskać na swoich starociach, jest opcja wystawienia ich na stronach typu olx lub różnych grupach facebook’owych.

Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość

Porządek zrobiony! Sama jestem pod wrażeniem tego, co udało się osiągnąć przez te kilka dni. Jednak prawdziwa próba to proza dnia codziennego, kiedy to na mailu pojawia się newsletter z ulubionego sklepu internetowego. Już mam kliknąć (bo kiedy znowu będzie taka promocja) i przypominam sobie o dopiero co odkopanych przestrzeniach w mieszkaniu. Jaki jest sposób, aby ograniczyć zbędne zakupy? Musisz sobie odpowiedzieć na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie:

Czy to jest mi naprawdę, faktycznie, całkowicie niezaprzeczalnie potrzebne?

W większości przypadków odpowiedź jest przecząca, a powyższe pytanie od kilku ostatnich miesięcy uratowało kilka zł z mojego portfela. Dotarło do mnie, że kupowałam rzeczy, których realnie nie potrzebowałam. Tym samym możemy podsumować i wyliczyć…

Zalety minimalizmu w życiu

  • Finanse — kupując tylko potrzebne rzeczy, nie wpadając w szał zakupów i promocji zaoszczędziłam mnóstwo pieniędzy.
  • Czas — mniej ubrań czy kosmetyków, to szybsze decyzje przed wyjściem z domu. To też mniej czasu poświęconego na przeglądanie sklepów internetowych. I zdecydowanie szybsze sprzątanie mieszkania, bez przesuwania dziesiątek bibelotów, aby wytrzeć wokół nich kurz.
  • Jakość — kupując mniej, zwracamy większą uwagę na to, co kupujemy. Zamiast czterech bluzek z poliestru wybieram jedną porządną bluzka z bawełny albo lnu. Nasze ciało nam podziękuje, zwłaszcza latem.
  • Świadomość konsumencka — kupujemy rzadziej i mamy więcej czasu na przemyślenie tych zakupów. Dla mnie skutkowało to m.in. przerzuceniem się na kosmetyki organiczne, bez tablicy Mendelejewa w składzie i cruelty free (czyli nietestowane na zwierzętach).
  • Środowisko — minimalizm to zmniejszenie produkcji śmieci, które koniec końców skończą jako śmieci. A pamiętajmy, że „nie dostaliśmy Ziemi od naszych przodków, pożyczyliśmy ją od naszych dzieci”.
  • Swoboda — możesz wyjechać na wakacje z bagażem podręcznym. Przestaniesz przejmować się, że nie masz najnowszego modelu telefonu. Minimalizm to uwolnienie od uzależnienia posiadania rzeczy.

Wielu ludziom pierwsze, gruntowne pozbycie się zbędnych rzeczy przychodzi bardzo trudno. Nie jestem w stanie powiedzieć, jak odbyłoby się to u mnie, gdyby nie ta jedna chwila mocnej irytacji, spowodowanej brakiem kontroli nad własną szafą. Dla mnie nie było to psychicznie aż tak trudne, jakby mogło się to wydawać. Może idealnie złożył się odpowiedni moment, w odpowiednim miejscu i moim odpowiednim wieku. Może to tego trzeba dojrzeć, a nie robić na siłę.

W końcu: all you need is less.

 

Trzymajcie się!
Kamila

Może Ci się również spodobać...