Jedzenie Kamila Kosmetyki Kultura Lifestyle Pielęgnacja W duszy Zdrowie i uroda

Towarzystwo doborowe! #czerwiec

Czyli otwarcie nowej serii z ulubieńcami miesiąca. Zaczynamy od czegoś pysznego, czegoś dla duszy i czegoś dla zdrowia.


Yatta Ramen

Długo szukaliśmy, aż znaleźliśmy! Yatta Ramen – czyli lokal, który zafundował nam i naszym kubkom smakowym powrót do Japonii (więcej o ramenie na Asakusie tutaj)! Przed nim był Uki Uki, do którego nadal mamy wielki sentyment – przodował wygrywając smakiem ramenu i porcją sake. Vegan Ramen Shop miał niesamowicie intensywny i głęboki smak bulionu. Nie spodziewaliśmy się, że vegański ramen może być tak zaskakująco dobry. Było jeszcze Omami, które w rankingu warszawskich rameniarni było u nas na trzecim miejscu. Były jednak tam elementy: atmosfera, ekipa, sake o smaku mango, koktajle ze świeżych owoców oraz muzyka, które sprawiły, że miejsce zapadło nam w pamięci.

Jedak to po smak przychodzimy do takich miejsc. Pewnej soboty znajomi podzielili się informacją, że Natalia z Tasteaway wyczarowała post (klik), w którym wychwalała lokal Yatta Ramen. Nie trzeba było nas długo namawiać i w niedzielę zawitaliśmy pełni nadziei i z pustymi brzuchami na ul. Bartosiewicza 3 w Warszawie. Nie wiedzieliśmy czego się spodziewać – lokal stosunkowo nowy, wcześniej istniał jako food truck na Nocnym Markecie. Wnętrze surowe, nieduże, klimatyczne. Po wejściu trafiliśmy do stylizowanego na japońskie knajpy pomieszczenia, tj. bar i kilka małych krzesełek barowych. Dalej w głąb jeszcze jedna sala z kilkoma stolikami i plakatami. Byliśmy zadowoleni, że pomimo kolejki właściciele nie zapełnili miejsca na ścisk. Menu ku naszej uciesze małe (trzy rodzaje ramenu, dwie przystawki w formie Kimchi i żeberek teriyaki i napoje). Z doświadczenia wiemy, że najlepsze rameny jedliśmy w miejscach, gdzie lista dań była ograniczona.

Trójka z nas wybrała klasyczny shoyu ramen (niestety nie załapaliśmy się na dodatek w formie jajka) a jedna osoba skusiła się na pikantny spicy miso ramen. Nie jestem miłośniczką pikantnych potraw, ale wersja od Yatta Ramen była wspaniale wyważona i bardziej zawiesista od shoyu. Makaron i jego idealna twardość bardzo przypadł nam do gustu, a mięso rozpływało się w ustach! Pisząc ten post właśnie pojawiła się informacja na fb, że do karty został wprowadzony ramen vegański – więc dla każdego coś dobrego 🙂 Nie mam zdjęć, biję się w pierś – ale byłam bardzo głodna i czując zapach unoszący się z miski zapomniałam o bożym świecie. Na szczęście większą dozą rozsądku wykazała się Tasteaway, więc tam macie fotorelacje 😉

Pomimo tego, że knajpa jest młoda – już trzeba liczyć się ze staniem w kolejce. Warto jednak poczekać, aby spróbować tego, co my w niedzielę. Śpieszcie się, zanim kolejki będą większe – a na pewno będą! 🙂

Z przydatnych rzeczy — płatność gotówką, ale w okolicy są bankomaty, więc nie jest to problem. Gorąco pozdrawiamy ekipę, której bardzo zależało na tym, aby każdy z klientów wyszedł najedzony i szczęśliwy i to im się udało! Na pewno będziemy wracać!

Muzyka

Tradycyjnie nieco muzyki, która towarzyszyła mi w tym tygodniu. No words needed.




Ava

Z kosmetykami to u mnie jest taki problem, że ciężko jest mi trafić na takie, które faktycznie mi podpasują. A w momencie, w którym takowe wpadną mi do ręki, trzymam się ich kurczowo i nie szukam innych. Jakimś cudem trafiłam na Labolatorium Kosmetyczne Ava – z tego, co pamiętam, szukałam dobrej marki polskich kosmetyków. Vianek niestety mi nie przypasował – a miałam kilka podejść. Szkoda, bo pojawiają się w nim składniki mocno alergenne (m.in. takie wpisane na oficjalną listę potencjalnych alergenów i sklasyfikowane jako groźny alergen). Dla mojej mega alergicznej skóry była to dawka zbędnych składników, które w większości odpowiadały za ładny zapach. I tutaj potwierdziły się moje obawy – jak czuję, że kosmetyk “za ładnie/mocno” pachnie, już nabieram złych podejrzeń.

Wracając jednak do firmy Ava: początkowo wybrałam serię PORE SOLUTION a w niej Krem na noc zwężający pory z różą japońską i koanzymem Q10 oraz serum na dzień różą japońską, wit. C i nanozłotem. Okazało się jednak, że był niewystarczająco odżywczy i po zużyciu przeniosłam się na serię ECO LINEA: krem na noc rewitalizująco-ochronny, rewitalizujący krem na dzień stymulująco-ochronny oraz aktywator młodości z komórkami macierzystymi. To był strzał w dziesiątkę! Produkty mają niesamowicie bogatą formułę i zadziwiająco dobry skład. Wszystko w zgodzie z naturą i potrzebami mojej cery. Trzeba wspierać takie polskie marki!

Bańki do masażu

Jestem dużą fanką szklanych baniek chińskich do stosowania na gorąco na plecy. Słyszałam również o świetnych efektach jakie, przynosi masaż próżniowy. Niedawno wpadł mi w ręce artykuł w magazynie Yoga&Ayurveda o masażu twarzy silikonowymi bańkami próżniowymi. Postanowiłam zamówić i spróbować. Cena ich jest groszowa: mała bańka (1,5 x 5 cm) to koszt 8 zł a duża (3,8 x 8 cm) 10 zł. Polecam na sam początek wybrać małą — te większe często są za duże na drobne twarze.

Masaż bańkami przywraca elastyczność, a co za tym idzie — wzmacnia skórę. Poprawia i pobudza krążenie krwi oraz oczyszcza pory, spłyca zmarszczki i blizny. Warto tutaj zaznaczyć, że taki masaż nie usunie zmarszczek na stałe. Żaden produkt ani zabieg nie jest w stanie w nieinwazyjny i naturalny sposób cofnąć upływu czasu. Jednak regularne korzystanie z baniek próżniowych powoduje, że zmarszczki widocznie się spłycają i z każdym następnym masażem potrzebują więcej czasu, aby zacząć ponownie pojawiać na skórze.

Efekty były widoczne już na następny dzień! Sama mam spore problemy z poprzecznymi zmarszczkami mimicznymi na czole. Właśnie dlatego największe efekty widzę na podstawie kondycji makijażu po całym dniu. Poza tym skóra w widoczny sposób nabiera kolorytu i zdrowego wyglądu. Ja moje bańki zakupiłam tutaj.

Skórę twarzy należy stopniowo przyzwyczajać do masażu, dlatego nie powinno się przekraczać 10 minut przy pierwszych sesjach, stosowanych co drugi dzień. Twarz powinna być dokładnie oczyszczona (co sprzyja również wchłanialności kosmetyków, które zastosujemy do poślizgu — np. olejek czy serum). Przy silikonowych bańkach sami ustalamy, jak mocne ciśnienie zastosujemy, dlatego musimy robić to z wyczuciem, aby uniknąć siniaków (które mogą pojawić się przy delikatnych fragmentach twarzy np. przy ustach). Bardzo ważnym elementem masażu jest pamiętanie, aby nasze ruchy były skierowane w kierunku ujścia limfy, a bańki były w ciągłym ruchu i przesuwały się po twarzy. Z każdym ruchem starajmy się zbytnio nie śpieszyć.

Endokrynolog i ginekolog w Warszawie

Jak wiadomo, ciężko jest dostać się do dobrego specjalisty w naszej służbie zdrowia. Przy ubezpieczeniu na wizytę czekamy miesiącami, a prywatnie jesteśmy naciągani na pieniądze poprzez niezliczoną ilością wizyt. Miałam ostatnio szczęście, aby móc trafić na dwie wspaniałe kobiety, które wróciły mi wiarę w specjalistów. Pierwsza to lek. med. Małgorzata Smędek — endokrynolog, specjalista chorób wewnętrznych. Pani doktor prowadzi m.in. prywatną praktykę lekarską na kabatach i wszystkiego można dowiedzieć się na tej stronie. Bardzo dociekliwa, skrupulatna lekarz, której zależy, aby dowiedzieć się wszystkiego na temat stanu pacjenta. Nie wydaje pochopnych wniosków, doradza, tłumaczy.

Druga to lek. Magdalena Grochecka — ginekolog. Kobieta w pełni kochająca swoją pracę, oddana sprawie edukowania społeczeństwa oraz działająca w social media, np. tutaj. Wszelkie badania, które są przeprowadzane za zamkniętymi drzwiami gabinetu ginekologicznego, przestają być straszakiem czy krępującą koniecznością. Atmosfera przy wizycie jest swobodna, ale również do bólu merytoryczna. Pani doktor wszystko dokładnie tłumaczy, wyjaśnia i ukierunkowuje w dalszych działaniach.

Obie panie mogę polecić ze szczerego serca i nie zamienię je na żadne inne! 🙂

Trzymajcie się!
Kamila

Może Ci się również spodobać...